Szukaj

Koszalin: Przesłuchano poparzonego pracownika escape roomu. Opisał ostatnie chwile przed tragedią [wideo]

07-01-2019 15:53
Tragedia w Koszalinie, pożar escape roomu Fot. TVP3 Szczecin / Facebook
Podziel się

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie, Ryszard Gąsiorowski przekazał dzisiaj treść zeznań, jakie złożył pracownik escape roomu, który został ciężko poparzony w piątkowym pożarze. Mężczyzna powiedział, że robił wszystko, aby uratować uwięzione w pokoju gimnazjalistki, ale ogień odciął mu drogę.

25-latek został przesłuchany po konsultacji z lekarzem. Obrażenia, jakie odniósł mężczyzna w pożarze były poważne, jeszcze w sobotę ranny mężczyzna miał walczyć w szpitalu o życie.

Pracownik powiedział, że w momencie wybuchu pożaru przebywał w poczekalni. Obserwował na monitorze znajdujące się w pokoju zagadek dziewczęta. Kontaktował się z nimi za pomocą krótkofalówek.

Opisał w jaki sposób przyjął dziewczęta, które przyszły do escape roomu. Pozostawały one same w pomieszczeniu, a on siedział w tzw. poczekalni, która sąsiadowała z pokojem zagadek. W pokoju tym miał monitor i widział co robią uczestnicy gry. Do kontaktu między nimi służyły krótkofalówki, które również otrzymały dziewczęta

Koniecznie przeczytaj: Gigantyczny pożar w Liverpoolu. Podczas sylwestrowej nocy spłonęło nawet 2000 samochodów! Służby uznały, że był to... wypadek [WIDEO + FOTO]

Czytaj też: Francja: Potężny pożar i zamieszki w obozie dla uchodźców [WIDEO]

- relacjonował prok. Gąsiorowski.

W pewnym momencie pracownik usłyszał dziwne odgłosy dobiegające z jednej butli gazowych. Poczuł też woń ulatniającego się gazu. Zareagował i próbował dokręcić butlę. Nic to nie dało. W tym momencie wybuchł ogień.

Po prostu opary gazu, które znajdowały się w pomieszczeniu, zapaliły się

- wyjaśnił prokurator.

Śledczy opisują, że ogień odciął mężczyźnie możliwość dotarcia do pokoju. 25-latek w tym momencie był już mocno poparzony. Mężczyzna, widząc, że nie uda mu się otworzyć drzwi, wybieg na zewnątrz i krzyczał do napotkanych osób, aby wezwały pomoc. Prokurator powiedział, że 25-latkowi wypadł telefon i dlatego nie mógł sam zadzwonić.

Mężczyzna obecnie przebywał w szpitalu w Gryficach. Prokurator podkreślił, że 25-latek przesłuchany został w charakterze świadka i poszkodowanego, nie przedstawiono mu żadnym zarzutów.

Z zeznań pracownika wynika, że to Miłosz S. go zatrudnił.

To on również miał mu wyjaśnić mu, jakie są pokoje gier, co należy do istoty każdej z gry i opisał mu czynności, jakie ma wykonywać

- mówił Ryszard Gąsiorowski.

25-latek miał za zadanie przyjmować uczestników, wyjaśniać im zasady gry oraz wręczać krótkofalówki za pomocą, których miał utrzymywać z nimi kontakt.

Miłosz S. usłyszał wczoraj zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci osób, które zginęły w pożarze. Dzisiaj sąd przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowania środka zapobiegawczego w postaci trzymiesięcznego aresztu.

Warto przeczytać: Dzień pracownika ZUS. Wydano kilkadziesiąt milionów złotych na nagrody! „Za ciężką pracę”

Podziel się