Szukaj

Poruszające słowa matki Stefana W. „Urodziłam syna, który zabił człowieka. Bardzo przepraszam za moje dziecko”

21-01-2019 21:06
Matka Stefana W. ostrzegała służby Fot. Piotr Kowalczuk/Stefan W. / Facebook
Podziel się

„Przepraszam za syna i proszę o wybaczenie. Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę. A ja nadal jestem matką. To najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić” – mówi w wywiadzie dla „Dużego Formatu” pani Jolanta, matka zabójcy Pawła Adamowicza.

Kobieta w rozmowie z Katarzyną Włodkowską wyjaśnia, że o tragedii dowiedziała się od innego syna.

Jeden z moich synów do mnie zadzwonił: Mamo, Stefan dźgnął nożem prezydenta Adamowicza i teraz go reanimują.

To był dla niej cios. Nie mogła uwierzyć, w to co się stało.

Zaczęłam płakać, mąż również, mówiliśmy do siebie: „to niemożliwe”

- opowiada kobieta.

Jezu, synu, jak mogłeś... Módlmy się, mówię do męża, żeby prezydent przeżył. Tylko o tym myślałam: żeby z tego wyszedł. Usiedliśmy na kanapie, modliliśmy się o życie prezydenta. Tak do trzeciej, a telefon dzwonił non stop (...). O szóstej zadzwoniła policja

Koniecznie przeczytaj: Zwolenniczka KOD zapytana o Stefana Michnika. Odpowiedź zwala z nóg [WIDEO]

Czytaj też: Jerzy Owsiak skazany przez sąd za znieważenie i zniesławienie blogera Matka Kurka

- relacjonuje.

Pani Jolanta przyznaje, że znała Pawła Adamowicza.

Pracuję w placówce oświatowej, pan prezydent był u nas kiedyś na rocznicy. Ciepły, dobry człowiek. Nieraz widywałam go na ulicy, w centrum miasta, pewnie szedł do pracy. Mówiliśmy sobie dzień dobry. Gdy pan prezydent był operowany, cały czas myślałam, że z tego wyjdzie.

O śmierci prezydenta Gdańska dowiedziała się z telewizji.

I co teraz będzie?, zapytałam córkę. Zaczęłyśmy płakać.

Kobieta na kilka dni przed opuszczeniem zakładu karnego przez Stefana W., poszła na policję, aby ostrzec służby, że jej syn może być niebezpieczny.

Mówił, że wydarzyła mu się krzywda. Zdrowie mi zniszczyli, powtarzał, i że zrobi coś spektakularnego. Wystraszyłam się

- kobieta relacjonuje, co usłyszała od syna na ostatnim widzeniu.

Przyznaje, że „donoszenie” na własne dziecko było dla niej bardzo trudne, ale sądziła, że jej syn „nie powinien wychodzić albo ktoś powinien go obserwować”.

Ale usłyszałam, że nie ma podstaw, że zgłoszą tylko swoje wątpliwości zakładowi karnemu. Nikt się ze mną później nie kontaktował

- wyjaśnia.

Skończyłam resocjalizację, rozumiałam, co się dzieje, ale skoro mój syn został wypuszczony, nie wińcie mnie, proszę, ani moich dzieci. Co mieliśmy zrobić?

- pyta.

Pani Jolanta mówi, że po prawie 6-letnim pobycie w więzieniu zmienił się. Nie chciał przyjść na jej ślub (kobieta ożeniła się po raz drugi po 12 latach od tragicznej śmierci jej pierwszego męża, ojca Stefana W.). 27-latek nie widywał się z nikim, nikogo nie informował, gdzie idzie.

Nie był zbyt rozmowny. Często oglądał coś na YouTubie (...). Najczęściej siedział w domu, ze starszym bratem. Nawet na Wigilię nie chciał przyjść

- opowiada.

Rozumiałam, że się wstydzi. Widziałam, że czuje się zagubiony

- mówi kobieta pytana o przyczyny takiego zachowania.

Ja cały czas myślę, że mi się to śni. Że zaraz się obudzę i wszystko wróci do normy

- dodaje.

Pytana o to, co teraz sądzi o synu, odpowiada.

To jest najtrudniejsze. Jako matka wciąż go kocham. Tylko rozpaczam, że zrobił coś strasznego. Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę, nas... A ja nadal jestem matką (płacze). To najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić

Dodaje, że mimo wszystko nie może się wyrzec własnego dziecka.

Urodziłam syna, który zabił człowieka, i muszę z tym żyć. Ale nigdy się go nie wyrzeknę. Będę z tym cierpieniem już do końca życia, choć syna straciłam na zawsze. Na wolności najpewniej już go nie zobaczę

- mówi.

Wszyscy się boimy, że zostaniemy ukarani za Stefana

- dodaje.

Dzieci pani Jolanty wyprowadziły się z mieszkania, bo nachodzili ich dziennikarze, córka zastanawia się nad zmianą nazwiska i przeprowadzką do innego miasta, a ona sama, choć planowała mieć dwuczłonowe nazwisko, postanowiła, że zostawi jedynie nazwisko po drugim mężu.

Niech nas ktoś zrozumie, on skrzywdził także nas

- tłumaczy matka Stefana W.

Przyznaje, że nieustanie myśli o rodzinie prezydenta Adamowicza i ich dramacie. Mówi, że rozumie, co przeżywają, bo jej mąż również zginął tragicznie.

Kobieta prosi o wybaczenie.

Tak bardzo bym chciała prosić żonę, dzieci, rodziców oraz brata pana prezydenta o wybaczenie, ale wiem, że proszę o dużo i być może będę musiała na to długo poczekać. (…) Bardzo państwa przepraszam. Bardzo przepraszam za moje dziecko (szlocha). Proszę was o wybaczenie. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas. Przepraszam wszystkich

Z wcześniejszych doniesień wynika, że władze Gdańska zaoferowały pomoc rodzinie Stefana W.

Jestem po spotkaniu z mamą sprawcy. Miasto zaoferowało pomoc rodzinie. Oni też przeżywają swój dramat, są zszokowani i zdruzgotani, łączą się w bólu z najbliższymi Prezydenta oraz gdańszczankami i gdańszczanami

- pisał na Facebooku w środę Piotr Kowalczuk, zastępca Pawła Adamowicza.

Warto przeczytać: W czasie posiedzenia sejmowej komisji ds. GMO jedna z kobiet oświadczyła, że jest… Matką Boską [WIDEO]

Podziel się