Szukaj

Wstrząsające wyznanie górnika uwięzionego 700 m pod ziemią: „Wołałem do ratowników, ale mnie nie słyszeli”

01-02-2019 16:09
Kopalnia Rudna Fot. Dziennik Wałbrzych / Twitter.com / screen Twitter
Podziel się

Zaginiony 49-letni górnik, który jako ostatni został odnaleziony po wstrząsie w kopalni Rudna w Polkowicach opowiedział dziennikarzom o tym, jak oczekiwał na ratunek. Uwolnienie go spod ziemi pozwoliło na zamknięcie akcji ratunkowej. Obecnie w szpitalu przebywa czterech poszkodowanych w tym wypadku mężczyzn.

W czasie wstrząsu 49-letni górnik przebywał 700 metrów pod ziemią. Ratownicy dotarli do niego w środę, po 24 godzinach od rozpoczęcia akcji poszukiwawczej. Przez cały ten czas mężczyzna przebywał w kabinie maszyny operatorskiej.

Podczas rozmowy z Polsat News mówił, że wstrząs przypominał eksplozję ładunku wybuchowego. Jak dodał, przez kilkadziesiąt minut widoczność była zerowa: 

Wstrząs przypominał wybuch granatu albo bomby. Chwilę później przez dobre 20 minut nic nie było widać. Sam kurz. Chciałem samemu wyjść, ale było tak zasypane, że nie szło przejść w ogóle.

Koniecznie przeczytaj: Ukraina: Przerażający wypadek kierowcy BMW. Samochód dosłownie rozdarł się na pół [wideo]

Czytaj też: Makabryczny wypadek na Lubelszczyźnie. Auto wbiło się w drzewo. Kierowca nie miał szans [foto]

Mężczyzna przyznał, że przez cały czas był przekonany, że ratownikom uda się dotrzeć do niego:

Nie miałem chwili zwątpienia. O godz. 23 usłyszałem kopiąca maszynę, nie wiedziałem dokładnie gdzie, ale słyszałem, że kopie, to wiedziałem, że pewnie dokopują się do mnie. Wołałem do ratowników, ale tak samo jak ja ich, tak oni mnie nie słyszeli. (...) Włączyłem światła w maszynie i mrugałem, żeby wiedzieli, że jestem cały. (...) Żeby żonie powiedzieli, że wszystko jest w porządku.

Górnik ujawnił, że w trudnej sytuacji bardzo oszczędnie korzystał z zapasów żywności oraz wody:  

Piłem dwa łyki wody na godzinę. Tak samo z jedzeniem, bo jeszcze miałem bułkę. Zjadłem ją sobie wieczorem i dzisiaj rano. (...) Miałem ze sobą zegarek, więc kontrolowałem czas.

Uratowany 49-latek wyznał także, że w oczekiwaniu na pomoc, myślał o małżonce oraz kolegach, którzy mogli ucierpieć znacznie bardziej niż on. Następnie wyjawił, że prawdopodobnie już nie wróci do pracy pod ziemią:

Myślałem o żonie. Pomyślałem, że będzie się "pieklić". Tym bardziej, że mogłem iść na emeryturę, a nie poszedłem. Myślałem też o kolegach, bo wiedziałem, że ich też musiało zasypać. (...) Nie przeraża mnie myśl, że musiałbym niedługo znowu zjechać pod ziemię. Ale jak znam swoją żonę, to nic z tego nie będzie.

Mężczyzna przekazał, że w czasie wstrząsu nie został ranny i chciałby jak najszybciej wyjść ze szpitala.

Warto przeczytać: Tragiczny wypadek w Gdyni. Trzy osoby nie żyją. Jedną z ofiar jest znany muzyk [wideo+foto]

Podziel się