Szukaj

Wstrząsające wyznanie Tobiasza Ł.: „Stefan W. chciał mnie zabić. Atakował 3 razy po wyjściu z więzienia”

19-01-2019 15:34
Stefan W. Fot. Stefan W. / Facebook
Podziel się

Tobiasz Ł., kolega z dzieciństwa, którego Stefana W. nakłonił do udziału w napadzie na bank, w rozmowie z „Super Expressem” powiedział, że jego były wspólnik po wyjściu z więzienia chciał się na nim zemścić.

Stefan W., który 13 stycznia zaatakował prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, po opuszczeniu zakładu karnego 8 grudnia ubiegłego roku, najpierw obrał sobie za cel Tobiasza Ł. Po nieudanym napadzie na bank w 2013 r. obaj zasiedli razem na ławie oskarżonych. Stefan W. dostał 5,5 roku więzienia, Tobiasz Ł. 2 lata.

Ł. w rozmowie z „SE” mówi, że po opuszczeniu zakładu karnego „zaczął nowe życie”. Problem pojawił się w momencie, gdy na wolność wyszedł W.

Koniecznie przeczytaj: Stefan Niesiołowski dostał wyjątkowo adekwatną odpowiedź na swoje chamskie zaczepki [WIDEO]

Czytaj też: Stefan Niesiołowski do posłanki PiS w Sejmie: „Czy mogłaby się Pani zamknąć?” [WIDEO]

Zaraz po tym zaczęły do mnie dochodzić informacje od wspólnych znajomych, że Stefan mnie szuka i wypytuje o mnie ludzi. Chciał się na mnie zemścić, bo ubzdurał sobie, że jestem odpowiedzialny za to, co go spotkało. Byłem przygotowany na to, że jak go spotkam na ulicy to będziemy się bić

- relacjonuje Tobiasz Ł.

Na zapowiedziach się nie skończyło. 23 grudnia przez okno jego mieszkania wpadła cegłówka. Mężczyzna opowiada, że jego ojciec zauważył uciekającego Stefana W. Rodzina Tobiasza Ł. zgłosiła sprawę na policję, ale ich zdaniem służby zbagatelizowały sprawę. Skończyło się jedynie na oględzinach na miejscu zdarzenia.

Kolejny atak miał miejsce 30 grudnia. Przez okno mieszkania Tobiasza Ł. znowu wpadła cegłówka. Ojciec mężczyzny zauważył odchodzącego spokojnym krokiem Stefana W.

Wizyta na policji i tym razem niewiele dała.

Znów poszliśmy na policję. Mówiłem, że Stefan rozpowiada, że mnie zabije i że mnie szuka. Jeden z policjantów, chyba dzielnicowy, poszedł z moim tatą do niego do mieszkania i pukał do drzwi, ale nikt im nie otworzył

- mówi Tobiasz Ł.

Ostatni, trzeci atak miał miejsce w Sylwestra.

1 stycznia wróciłem do domu około 5.30. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem rozbite skrzydło okna, wszędzie leżało pełno szkła, a pod oknem na łóżku w miejscu gdzie trzymam głowę, gdy śpię leżał kamień. Znów poszliśmy na policję i poprosiliśmy o pomoc

- relacjonuje mężczyzna.

Tobiasz Ł. dodaje, że i tym razem zgłoszenie sprawy na policję nic nie dało. Ataki na jego dom jednak ustały. Wiadomo, że Stefan W. znalazł sobie wtedy inny cel i zaczął planować zamach na prezydenta Gdańska.

„Super Express” podaje, że w trakcie nieoficjalnej rozmowy jeden z funkcjonariuszy potwierdził, że na przełomie grudnia i stycznie docierały do policji zgłoszenia, że Stefan W. może był niebezpieczny.

Niedawno media ustaliły też, że jeszcze przed wyjściem z więzienia matka mężczyzny zawiadomiła policję, że jej syn jest może stanowić zagrożenie - według relacji kobiety jej słyszał głosy i oskarżał polityków o to, że trafił za kratki. Po przesłaniu informacji do zakładu karnego ze Stefanem W. przeprowadzono rozmowę wychowawczą. Nie podjęto innych działań.

Źle się stało, że policja nie przekazała nam, iż informacje dostarczała matka

- komentowała w czwartek Służba Więzienna, odpierając zarzuty.

 

Warto przeczytać: Stefan Niesiołowski skomentował pielgrzymkę środowisk narodowych na Jasną Górę: „To miejsce trzeba bojkotować jak Wawel”

Podziel się