Szukaj

Skandal w polskiej armii. Żołnierka zgwałcona na poligonie. Bulwersujące okoliczności sprawy

21-03-2019 13:41
Żołnierka Fot. włodi / flickr.com / CC BY-SA 2.0
Podziel się

Sprawa dotyczy zdarzenia z 2015 r. Żołnierz miał zgwałcić swoją koleżankę w czasie imprezy wojskowej. Żołnierka zgłosiła sprawę przełożonym i prokuraturze. Postępowanie karne zostało jednak umorzone i kobieta uzyskała potem jedynie odszkodowanie „za wypadek w pracy” w wysokości niecałych 4 tys. zł.

Poszkodowana żołnierka zdecydowała się opisać wszystko w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Do gwałtu miało dojść 18 maja 2015 r. w czasie grilla, na którym bawili się uczestnicy zgrupowania kadry oficerskiej. Na imprezie był alkohol. Do namiotu R.K. miał wejść K.K i zmusić ją do stosunku seksualnego. Zarówno napastnik, jak i ofiara byli nietrzeźwi. Kobieta próbowała się bronić, potem straciła przytomność. Według relacji Wirtualnej Polski, obecni na imprezie żołnierze mieli być świadomi tego, co dzieje się w namiocie. Nikt jednak nie udzielił pomocy gwałconej kobiecie. Jeden ze świadków zeznał, że gdy zajrzał do namiotu, został przegoniony przez gwałciciela.

Koniecznie przeczytaj: Skandal na rozdaniu Cezarów. Znany francuski aktor w haniebny sposób zaatakował Polskę

Czytaj też: Wojciech Cejrowski o roszczeniach i atakach środowisk żydowskich: „To wina polskiej dyplomacji” [audio]

Kilka dni po zdarzeniu żołnierka trafiła do szpitala ze względu na nasilający się ból. Badania wykazały zaczerwienienie miejsc intymnych wskazujące na uraz i wymuszenie stosunku siłą. Żołnierka miała także symptomy depresji pourazowej – podaje Radio Zet. Kobieta zgłosiła oficjalnym meldunek przełożonym.

Wszczęte przez prokuraturę w Olsztynie postępowanie zostało jednak umorzone. Uznano, że brak jest wystarczających dowodów wskazujących na winę oskarżonego.

Żołnierka zwróciła się potem do Sądu Rejonowego w Suwałkach, domagając się jednorazowego odszkodowania pieniężnego za „wypadek związany z pełnieniem służby wojskowej”. Kobieta chciała uznania, że do gwałtu faktycznie doszło. Argumentowała też, że przez zdarzenie sprzed lat znacznie ucierpiała fizycznie i psychicznie.

Sąd Rejonowy nie przychylił się do jej wniosku, ale kobieta odwołała się do Sądu Okręgowego w Suwałkach. Ten przyznał jej rację i zasądził jednorazowe odszkodowanie w wysokości 3,9 tys. zł. Ponieważ decyzja została wydana przez Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych wyrok nie mógł być podstawą do ukarania sprawcy gwałtu.

Co warte podkreślenia, z uzasadnienia sądu w Suwałkach, przytaczanego przez Wirtualną Polskę, wynika, że dowódca kompanii na poligonie miał usłyszeć od samego sprawcy, że dopuścił się gwałtu na koleżance.

Ten, w ramach wyjaśnień od K. K. otrzymał potwierdzenie, że mężczyzna faktycznie zgwałcił kobietę

- przytacza sąd.

Sąd Okręgowy nie miał najmniejszych wątpliwości, że do gwałtu doszło również na podstawie przedstawionej dokumentacji medycznej.

Trudno wszakże uznać aby w sytuacji dobrowolnej czynności seksualnej doznała aż takich obrażeń. Byłoby to nieprawdopodobnym

- wskazywali sędziowie.

Sądowi zaś Okręgowemu w Suwałkach w składzie trzech sędziów nie budzi jednak żadnych wątpliwości, że do aktu seksualnego K. K. z R. K. doszło przy użyciu przemocy ze strony K. K.. Nie potrzeba żadnych konfrontacji świadków aby w świetle powyżej wykazanych okoliczności uznać, że K. K. przemocą doprowadził R. K.do czynności seksualnych wbrew jej woli. Organy wojskowe natomiast chyba uważały, że w wojsku polskim podczas obecności zawodowej kadry podoficerskiej i oficerskiej nie może dojść do takiej sytuacji

- napisano w sądowym uzasadnieniu decyzji.

Sprawa została nagłośniona w mediach w niedzielę. Interwencję zapowiedział Rzecznik Praw Obywatelskich.

RPO zajmie się tą sprawą. Na wstępie wystąpimy o akta prokuratorskie i poddamy je analizie. Później podejmiemy decyzję, co dalej. Tyle mogę powiedzieć na ten moment

- poinformowała Wirtualną Polskę Anna Kabulska z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.

Sprawę komentowała między innymi komandor Bożena Szubińska, który mówi, że w wojsku wiele przypadków molestowania kobiet nie jest ujawnianych.

W wojsku nikt nie chce, żeby sprawy molestowania czy gwałtów wychodziły na zewnątrz. Nie jest to powód do dumy czy chwały, raczej do wstydu

- mówi w komentarzu dla wp.pl.

Gdyby kobieta nagłośniła sprawę na zewnątrz, to traktowane byłoby to jako złamanie dyscypliny służbowej, jako ujawnienie czegoś, co najpierw trzeba było załatwić wewnątrz służby. Tylko jak się wewnątrz zaczyna załatwiać sprawę molestowania, to się z człowieka robi idiotę. Robi się wokół ofiary nieprzyjemną atmosferę, podważa jej wiarygodność i szuka jej winy

- opisuje.

Ofiara zostaje sama i bez żadnej pomocy czy wsparcia. Można zaobserwować, że brak jest stanowczości w tym, żeby problem molestowania i gwałtów zdecydowanie rozwiązać. Mówi się, że to jest niepotrzebne, bo takich przypadków nie ma

- ocenia Szubińska, która od 2009 r. do 2015 r. przewodniczyła Radzie ds. Kobiet (instytucja ministerstwa obrony narodowej).

To, co się wydarzyło w tej sprawie, to skandal. Umorzenie sprawy przez wojskową prokuraturę, przy przyznaniu się sprawcy do popełnionego czynu, jest świństwem oraz wielką niegodziwością wobec ofiary. To znaczy, że ci prokuratorzy nie mają rzetelnej wiedzy na ten temat, albo udają, że jej nie mają. Tym bardziej, że sprawca się przyznał. Doszło do podeptania godności poszkodowanej kobiety oraz naruszenia praworządności

- podkreśla.

Jest wielką kpiną, że przyznano jej odszkodowanie w wysokości niespełna 4 tys. złotych. Nie poszanowano godności tej kobiety. I to idzie teraz w eter - że tak można i że gwałt będzie uznawany za wypadek przy pracy. Mężczyznom daje się sygnał, że w wojsku wielkiej kary się nie poniesie w takich sytuacjach

- dodaje.

Warto przeczytać: Polska triathlonistka próbowała zanurkować w śniegu. Coś jednak poszło nie tak... [wideo]

Podziel się