Szukaj

Żyd ocalony z Holokaustu opowiedział o tym, jak Polacy pomogli mu przetrwać czas wojny: „Do dziś jestem im ogromnie wdzięczny”

26-02-2018 15:25
Henryk Prajs Fot. WirtualnySztetl / YouTube / screen YouTube
Podziel się

Dziś, gdy toczy się tak burzliwa dyskusja na temat relacji polsko-żydowskich podczas II wojny światowej i wciąż pojawiają się kolejne oskarżenia wobec naszego narodu, warto przypomnieć słowa ocalonego Żyda, Henryka Prajsa, który w ubiegłorocznym wywiadzie dla portalu tysol.pl opowiedział o poświęceniu i przyjaźni Polaków, którzy ocalili mu życie.

Podczas wywiadu Henryk Prajs stwierdził m.in., że dla niego niewytłumaczalne jest to, że środowiska żydowskie wciąż serwują narrację zupełnie zakłamującą prawdę historyczną o Polakach, szczególnie tych mieszkających na wsiach, którzy przecież niewątpliwe narażali własne życie, by ratować ludzi pochodzenia żydowskiego: 

Z naciskiem podkreślam, jak bardzo denerwuje mnie mówienie w niektórych środowiskach żydowskich o przedwojennym antysemityzmie w Polsce i obarczanie Polaków winą za masowe uśmiercanie Żydów w czasie wojny. Gdyby tak było, nie przeżyłbym okupacji niemieckiej ani ja, ani tysiące moich rodaków. A przecież śmierć z rąk Niemców groziła nie tylko tym, którzy nas ukrywali, ale też ich rodzinom, więc trzeba było wyjątkowej ofiarności z ich strony, by ratować obcego im człowieka. Szczególnie wdzięczny jestem chłopom. I jeśli ktoś mi dzisiaj mówi, że polska wieś była antysemicka, to mówię mu, że kłamie.

Koniecznie przeczytaj: Niewiarygodne. Nowelizacja ustawy o IPN nie podoba się mieszkającym w Polsce… Niemcom. „Były obozy zakładane i prowadzone przez polską administrację”

Czytaj też: Członek gminy żydowskiej skrytykował nowelizację ustawy o IPN. Jako argument podał przykład relacji o... mordowaniu Żydów przez oddział AK [WIDEO]

W trakcie rozmowy mężczyzna opowiedział o tym, jak dzięki ofiarności i pomocy niemal wszystkich mieszkańców wsi, mieszkając w domu Pokorskich, przetrwał trudny czas wojny i okupacji.

To była duża wioska, ale mimo że wiedzieli, kim jestem, nikt mnie nie wydał. Oczywiście ja się po wiosce nie afiszowałem. Chodziło o to, by dzieci mnie nie widziały, bo te mogły z dziecięcej naiwności mnie wydać. Słyszałem, że były takie przypadki. U Pokorskich stworzono mi taką atmosferę, że czułem się jak w rodzinie. (...) Byłem już tak zasiedziały w tym polskim domu, że kiedy weszli SS-mani, odruchowo powiedziałem, że jestem synem pani Pokorskiej. I kiedy kilka dni później inni łapacze Żydów przystawili jej pistolet do skroni, bez zmrużenia oka potwierdziła, że jestem jej synem. To właśnie od tego czasu uważałem ją za swoją matkę.

Podczas wywiadu przyznał również, że pod koniec II wojny światowej, dzięki rozmowie z oficerem sowieckim żydowskiego pochodzenia zapobiegł wysiedleniu całej wioski. Jak stwierdził, przynajmniej w ten sposób mógł się odwdzięczyć mieszkańcom wsi za okazane względem jego osoby dobro:

Kiedy w styczniu 1945 roku weszli Rosjanie, zamierzali wysiedlić wioskę. Komendantem był sowiecki pułkownik żydowskiego pochodzenia. Uprosiłem go, by zaniechał tego zamiaru. Zgodził się, a ja byłem bardzo dumny, że chociaż w ten sposób mogłem tym wspaniałym gospodarzom odwdzięczyć się za uratowanie życia. Do dziś jestem ogromnie wdzięczny mieszkańcom tych wsi. Dziś wiem, że w ukrywanie mnie zaangażowanych było kilkadziesiąt osób. Do dziś zachowuję wielką wdzięczność za to indywidualne i zbiorowe bohaterstwo i gdzie tylko mogę, mówię o tym. A także o tym, że kocham Polskę i czuję się polskim patriotą.

Można więc zauważyć, że wciąż wielu Żydów, którzy zostali ocalenie przez Polaków czuje niezmierną wdzięczność i potrafi, wbrew oficjalnej narracji serwowanej przez środowiska żydowskie, świadczyć prawdę o bohaterskiej postawie naszych rodaków.

Warto przeczytać: Mocna wypowiedź wiceprezesa partii Wolność. Podczas wywiadu wyjaśnił, dlaczego Izrael sprzeciwia się nowelizacji ustawy o IPN [wideo]

Podziel się