Szukaj

Polska chce być „liderem wspierania Ukrainy”. Tymczasem oto, co robią Francja, Niemcy i UE

29-11-2018 11:34
Andrzej Duda, Petro Poroszenko Fot. President.gov.ua / wikimedia.org / CC BY 4.0
Podziel się

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy na Ukrainie nie jest wykluczona, „jeśli zajdzie taka potrzeba” - powiedział w środę wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha, odnosząc się do konfliktu z Rosją. Kiedy Polska chce przodować w działaniach na rzecz Ukrainy, inne kraje europejskie, w tym Niemcy i Francja, podobnie jak UE, zachowują daleko posuniętą wstrzemięźliwość w tej sprawie.

Stanowisko Polski ws. konfliktu między Ukrainą i Rosją

Oczywiście, że będziemy Ukrainę wspierać i będziemy liderem wspierania Ukrainy przy założeniu też takim, że w interesie wszystkich jest deeskalacja tego konfliktu, rozwiązanie go na gruncie negocjacji i rozmów

- mówił w środę w Radiu ZET Paweł Mucha.

Dodał, że jeżeli głowa państwa uzna to za konieczne, zostanie zwołana Rada Bezpieczeństwa Narodowego ws. Ukrainy. Mucha, pytany o to, czy Andrzej Duda planuje wizytę w tym kraju, powiedział, że prezydent tego nie wyklucza.

Koniecznie przeczytaj: Rosja chce sankcji wobec Polski za burzenie komunistycznych pomników

Czytaj też: Imigranci z ośrodka dla uchodźców skarżą się na brak… seksu [WIDEO PL]

Jeżeli będzie tego rodzaju potrzeba, czy tego rodzaju okoliczności, które będą uzasadniały tego rodzaju zachowanie pana prezydenta, też bym tego nie wykluczał

- mówił wiceszef kancelarii prezydenta.

Dzisiaj bezpieczeństwo ukraińskich marynarzy, zwrot okrętów to jest priorytet, ale także deeskalacja tego konfliktu. A to, że środkami związanymi z polityką międzynarodową należy dążyć do tego, żeby Rosja to odczuła, to polska strona mówi bardzo wyraźnie, bo proszę zwrócić uwagę, że jako pierwszy pan prezydent powiedział potencjalnie o kolejnych sankcjach wobec Rosji

- podkreślił Mucha.

Bardzo stanowczo w obronie Ukrainy przemawiał także zastępca stałego przedstawiciela Polski przy ONZ Mariusz Lewicki.

Zdecydowanie potępiamy agresywne działania Rosji, wzywamy jej władze do poszanowania prawa międzynarodowego, a obydwie strony do powściągliwości w obecnej sytuacji, która może jeszcze bardziej zagrozić stabilności europejskiego bezpieczeństwa

- mówił przedstawiciel Polski na poniedziałkowym posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Jak podaje PAP, Lewicki „zaakcentował, że Polska zdecydowanie popiera niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy w jej uznanych przez wspólnotę międzynarodową granicach oraz nie uznaje aneksji Krymu przez Rosję”.

Polskie MSZ swoje stanowisko wydało już w niedzielę wieczorem, zaraz po incydencie na Morzu Azowskim.

Jak reagują Niemcy, Francja i Unia Europejska?

Rząd Niemiec „z wielkim zaniepokojeniem” przyjął do wiadomości konfrontację między Rosją a Ukrainą, „wzywa do powściągliwości i deeskalacji i jest w tej sprawie w kontakcie z obu stronami”

- oświadczył w poniedziałek rzecznik niemieckiego rządu Stefen Seibert.

Niemiecki rząd oraz MSZ Francji wezwali w poniedziałek Rosję do uwolnienia marynarzy i zwrócenia Ukrainie ich statków, jednak według docierających teraz doniesień medialnych oba te kraje nie chcą wprowadzenia rzeczywistych restrykcji wobec Rosji.

Gazeta „Die Welt”, powołując się na źródła dyplomatyczne w Unii Europejskiej, podaje, że zarówno Niemcy, jak Francja przeciwne są wprowadzeniu nowych sankcji dla Rosji po incydencie w Cieśninie Kerczeńskiej.

Jak relacjonuje portal unian.ua, Francja i Niemcy chcą „kontynuować swoje wysiłki dyplomatyczne” i rozważyć w tym kontekście zaangażowanie OBWE w konflikt na Morzu Azowskim.

Również sama Unia Europejska nie pali się do konfliktu z Rosją. W oświadczeniu opublikowanym przez szefową unijnej dyplomacji Federicę Mogherini nie ma słowa o sankcjach.

Unia Europejska oczekuje, że Rosja zapewni (…) swobodny przepływ przez Cieśninę Kerczeńską do i z Morza Azowskiego, zgodnie z prawem międzynarodowym. (…) W tym kontekście wzywamy również zdecydowanie Rosję do bezwarunkowego i bezzwłocznego zwrotu okrętów i sprzętu oraz uwolnienia schwytanych marynarzy

- napisała Mogherini w imieniu UE w opublikowanym w środę wieczorem oświadczeniu.

Co więcej, jak zauważa brukselska korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon, w dokumencie nie znalazło się nawet wyraźnie potępienie działań Rosji. Wspólnota wyraża jedynie wielkie zaniepokojenie wzrostem napięcia w regionie Morza Azowskiego.

Nie mówiąc już nawet tym, że UE potrzebowała aż dwóch dni na wydanie wyjątkowo powściągliwej i ostrożnej deklaracji.

Warto przeczytać: Rosja zbroi talibów za plecami Amerykanów?

Podziel się