Szukaj

Piotr Adamowicz o ostatnich chwilach prezydenta Gdańska:„To była sinusoida, raz dostawaliśmy dobre, raz złe informacje”

25-01-2019 16:50
Piotr Adamowicz Fot. Onet News / YouTube.com / screen YouTube
Podziel się

Brat zmarłego prezydenta Gdańska Piotr Adamowicz opowiedział w TVN24 o ostatnich godzinach życia Pawła Adamowicza i walce lekarzy o jego życie. Swoimi trudnymi wspomnieniami podzielił się z widzami programu „Czarno na Białym”.

W trakcie wywiadu Piotr Adamowicz ujawnił, że po raz pierwszy o ataku na swojego brata dowiedział się od wiceprezydenta Gdańska Piotra Grzelaka. Wówczas natychmiast wraz ze swoją żoną udał się do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Jak dodał, informacje o stanie zdrowia Pawła Adamowicza, które otrzymywał było bardzo zmienne:  

Nie wiedziałem, w jakim jest stanie, nie widziałem brata. W pewnym momencie przyszedł doktor. Nie wiedziałem, że jest tak źle. To była sinusoida, raz dostawaliśmy dobre, raz złe informacje. Najpierw zszywają serce, więc jest dobrze, bo serce zaczęło bić. Potem serce znów przestało bić, więc jest źle.

Koniecznie przeczytaj: Politycy PO protestowali, bo zobaczyli… polskie flagi. Przy okazji zaliczyli kompromitującą wpadkę [FOTO + WIDEO]

Czytaj też: Gdańsk: Absurd rodem z najlepszych komedii Stanisława Barei. W taki sposób władze miasta zmieniają tablice z komunistycznymi nazwami ulic [foto]

Z jego relacji wynika, że o rzeczywistych obrażeniach brata dowiedział sie dopiero około drugiej w nocy:

Na pytanie o stan lekarze odpowiedzieli, że jest bardzo ciężki. Że przetoczyli mu około 20 litrów krwi. Były cztery rany: serca, przepony, jamy brzusznej i miejsca, którym Paweł musiał się bronić.

Gdy wówczas zapytał o rokowania lekarzy praktycznie nie dawali szans na przeżycie. Jak dodał, pomóc mogły jedynie modlitwa i cud.  

Piotr Adamowicz przyznał, że osobiście widział, w jakim stanie znajdował się prezydent Gdańska: 

Poproszono najbliższą rodzinę, powiedzieli, że możemy podejść. Leży brat podpięty do różnego rodzaju rur, obok monitory. Nie chcę mówić o tym, jak wyglądał. Ksiądz udzielił ostatniego namaszczenia.

W dalszej części wywiadu powiedział, że około godz. 8:00 rano w poniedziałek usłyszał od lekarzy, że doszło do śmierci mózgu:   

W ich ocenie mózg raczej nie funkcjonuje. Zadzwoniłem do żony, by pojechała do rodziców. Powiedziałem rodzicom, że to może być kwestia godzin. Usiłowałem być delikatny w rozmowie z nimi. Nie chcę mówić, jak wyglądała rozmowa.

Warto przeczytać: Adam Michnik zakrzyczany na spotkaniu w Gdańsku. Nie mógł dojść do słowa [WIDEO]

Podziel się