Szukaj

Pilot MIG-29 poświęcił własne życie, aby ratować wieś? Mieszkańcy nie mają wątpliwości: „To bohater” [wideo]

07-07-2018 22:59
Wrak MIG-29 Fot. TVREGIONALNA24.PL / You Tube / screen YouTube
Podziel się

Trwa śledztwo ws. katastrofy wojskowego myśliwca MIG-29, który rozbił się na Mazurach w nocy z piątku na sobotę. Pilot nie przeżył, mimo iż się katapultował. Według jednej z wersji porucznik Krzysztof S. mógł zginać, gdyż chciał uniknąć uderzenia maszyny w zabudowania.

MIG-29 z 22 Bazy Lotnictwa Taktycznego z Malborka spadł na pole uprawne we wsi Sakówko, zaledwie kilkaset metrów od pobliskich domów. Gdyby myśliwiec rozbił się na zabudowaniach, mogłoby być wiele ofiar wśród ludności cywilnej.

Fakt.pl podaje, że pilot wykonujący lot ćwiczebny zgłosił awarię silników i poinformował, że nie jest w stanie wrócić na lotnisko w Królewie Malborskim, od którego dzieliło go niecałe 30 kilometrów. Pilot dostał polecenie, aby się katapultować.

Koniecznie przeczytaj: Nowe sensacyjne ustalenia ws. MiG-29 potwierdzone przez MON. Pilot wcale się nie katapultował! „To cud, że przeżył”

Czytaj też: Nowe nagranie z miejsca katastrofy MiG-29 robi piorunujące wrażenie. Wojskowy myśliwiec zanim się rozbił, ściął kilkadziesiąt drzew [WIDEO]

Porucznik Krzysztof S. wiedział zapewne, że jeżeli zrobi to od razu, myśliwiec rozbije się o pobliskie zabudowania. Najprawdopodobniej dlatego pilot podjął ryzyko i opuścił maszynę dopiero wtedy, gdy udało mu się ją skierować na pole zboża. MIG-29 uniknął zderzenia z domami, ale pilot nie przeżył. Jego ciało znaleziono 200 metrów od wraku.

Pewnie po katapultowaniu spadochron nie zdążył się otworzyć – mówi nam jeden z pilotów z Elbląga

- czytamy na fakt.pl.

Portal podaje, że mieszkańcy wsi Sakówko już okrzyknęli pilota bohaterem.

Te samoloty często nad nami latały, huk był taki, że trzeba było na noc okna zamykać. W ostatnią noc jakoś nie mogłam zasnąć. Usłyszałam jak leci samolot. Silniki tak ładnie grały. Ale w pewnym momencie zaczęły jakoś tak inaczej pracować. Warkot taki jakby się spod ziemi wydobywał. A potem już tylko huk...

- odpowiada mieszkanka wsi.

To prawdziwy bohater. Nie mogę mówić, łzy napływają mi do oczu…

- dodaje.

Porucznik Krzysztof S. za dwa dni skończyłby 33 lata. Osierocił żonę i dwójkę dzieci.

Warto przeczytać: Są już nowe ustalenia MON ws. wypadku MiG-29. Macierewicz: „Porównania z katastrofą smoleńską jak najbardziej zasadne”

Podziel się