Szukaj

Poznań: Marokańczyk kilkukrotnie ugodził nożem kobietę. Twierdzi, że… to on jest ofiarą

24-08-2018 23:00
Zakrwawiony nóż Fot. Maarten Van Damme / flickr.com / CC BY 2.0
Podziel się

W ubiegłym tygodniu w poznańskiej dzielnicy Jeżyce Marokańczyk kilkukrotnie ugodził nożem kobietę. Mężczyzna trafił już do aresztu i usłyszał zarzuty. O zdarzeniu poinformowało Radio Poznań.

Marokańczyk zadał kilka ciosów kobiecie, na szczęście żaden z nich nie okazał się śmiertelny. Ranna Polka trafiła do szpitala.

Obcokrajowiec został zatrzymany przez policję w środę 15 sierpnia. Usłyszał już zarzuty spowodowania obrażeń ciała i narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla podejrzanego.

Wersje poszkodowanej i mężczyzny różnią się. Imigrant przedstawia się w roli ofiary, twierdząc, że kobieta chciała ukraść mu telefon i to go zdenerwowało.

Koniecznie przeczytaj: Syryjski imigrant, który zadźgał Polkę w ciąży znalazł sposób, aby uniknąć wysokiej kary. Twierdzi, że był… nieletni

Czytaj też: Rasistowski atak w Wielkiej Brytanii na 56-letnią Polkę

Zeznania mężczyzny cytuje prokuratura:

Z naszych ustaleń wynika, że Marokańczyk poprosił stojącą na ulicy kobietę, by zadzwoniła z jego telefonu po taksówkę. Kobieta zabrała jednak telefon i zaczęła uciekać. Razem z nią był inny mężczyzna. Marokańczyk dogonił kobietę w pobliżu strzeżonego parkingu przy ul. Kraszewskiego. Kilka razy uderzył ją nożem w okolicę klatki piersiowej i nogę.

Jak podaje Magdalena Machyńska z Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald, z którą rozmawiała „Wyborcza”, zdane kobicie ciosy nie były powierzchowne.

To nie były rany cięte, które mogłyby powstać przy wymachiwaniu nożem. To były głębokie rany

- mówi.

Prokuratura podaje też, że imigrant twierdzi, iż był znieważany na tle rasowym.

To może być jednak linia obrony

- zaznacza Machyńska.

Raniona przez Marokańczyka Polka twierdzi, że żadnego napadu nie było. Prokurator podkreśla, że nawet jeżeliby do niego doszło, to za kradzież telefonu wartego ok. 300 zł kobieta odpowiadałaby za wykroczenie, a w takim wypadku nie zachodzi uprawniona możliwość obrony koniecznej.

Ustalono, że mężczyzna w momencie zdarzenia był pod wpływem alkoholu. Wcześniej spotkał się w czasie wolnym ze swoim szefem. Pracodawca mężczyzny w komentarzu dla „Wyborczej” powiedział, że Marokańczyk nosił przy sobie nóż dla obrony. Dodaje też, że mógł mieć powód, aby nie chcieć oddać swojego telefonu.

Rozumiem też powody, dla których tak bronił tego telefonu. Ma w nim zdjęcia swojego małego synka, z którym od dawna miał utrudniony kontakt. Jego była żona kilka dni wcześniej zabrała dziecko i wyjechała z nim do Niemiec

- powiedział przełożony obcokrajowca.

Zastanawia go jednak pewien szczegół. Mężczyzna nie rozumie, dlaczego Marokańczyk chciał dzwonić po taksówkę, skoro w momencie zdarzenia był kilkaset metrów od domu.

Warto przeczytać: Atak na sklep patriotyczny w Poznaniu

Podziel się