Szukaj

Łódź: Wstrząsająca relacja studentki, którą próbowano zgwałcić. Zatrzymano sprawcę [foto]

27-02-2019 20:12
Podejrzany o próbę gwałtu w Łodzi Fot. KMP Łódź / screen
Podziel się

Policja zatrzymała 29-letniego mężczyznę, który usiłował w poniedziałek nad ranem zgwałcić studentkę łódzkiej Szkoły Filmowej. Sprawcę rozpoznała także druga kobieta, która zeznała, że ją również zaatakował ten sam mężczyzna.

Sprawa usiłowania gwałtu została nagłośniona w mediach społecznościowych przez panią Aleksandrę, ofiarę napaści. Studentka opisała całe zdarzenie, mając żal do służb, które jej zdaniem nie zachowały się odpowiednio.

Do zdarzenia doszło ok. godz. 5.30 pod akademikiem, przy ul. Wigury. Poszkodowana wracała z nocy oscarowej, którą organizowała Szkoła Filmowa. Wtedy zaatakował ją mężczyzna, który miał ją zmuszać do czynności seksualnych.

Koniecznie przeczytaj: 20-latek ukradł ze sklepu markową odzież. Jego tłumaczenia wprawiły w zdumienie policjantów [foto]

Czytaj też: Gorlice: 40-latek miał we krwi… 11 promili alkoholu. Pił 93-procentowy denaturat [wideo]

Krzyknął do mnie „o ty k*rwo” i zaczął mnie szarpać. Pierwsza rekcją ucieczka - niestety udaremniona, widzę przejeżdżające auto to wyskakuje przed nie i zatrzymuje krzycząc pomocy bo już wiem, że coś jest nie tak. Samochód mnie mija, ot normalny łódzki incydent w poniedziałkowy poranek. Zaczynam krzyczeć i wtedy mężczyzna zaczyna do szarpania i ściskania dodaje okłady pięścią w twarz i głowę i informuje mnie, że mam mu cytuje „oj*bać galę”. W życiu nie spotkało mnie coś równie obrzydliwego, coś na tyle przerażającego, że dosłownie się zsikałam pod siebie. Potem pamiętam już tylko okładanie mojej głowy, krzyki „nie krzycz bo Cię zaj*bę” i moje histerycznie wrzeszczenie wniebogłosy o pomoc. Na koniec sprowadzenie do pozycji klęczącej i kilka kopniaków w głowę i w bok ciała

- opisywała kobieta.

Napastnik zrezygnował dopiero, kiedy pojawili się zaalarmowani krzykiem świadkowie.

Poszkodowana, która zadzwoniła na policję, twierdzi, że funkcjonariusze przyjechali dopiero po ok. 25 minutach. Ma również żal do funkcjonariuszy, że zamiast jej pomóc, zaprowadzili ją do radiowozu i jeździli po okolicy w poszukiwaniu sprawcy. Ostatecznie odwieziono kobietę na miejsce zdarzenia, gdzie czekała na nią karetka.

Pan w karetce na miejscu wyjaśnił mi, ze to moja wina bo miałam słuchawki w uszach. Nadal w mokrych od uryny ubraniach, przewieziono mnie do szpitala, a tam dopiero po kilku razach upominania się dano mi jakieś jednorazowe ubrania. Lekarz stwierdził, że brak objawów neurologicznych obliguje mój wypis

- relacjonowała na Facebooku poszkodowana.

Studentka twierdzi, że nie otrzymała adekwatnej pomocy i po wyjściu ze szpitala musiała znowu opisywać całą sytuację policji, aby zostało przyjęte zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Po wyjściu ze szpitala jadę na komisariat i dowiaduje się, że funkcjonariusze zostawili notatkę, że zostałam pouczona. Ja ofiara, zostałam przekazana do karetki bez jakichkolwiek instrukcji co dalej i oni mi mówią, że zostaje pouczona. Okazuje się, że sprawy nie ma i jeżeli chce aby sprawca był ścigany muszę złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. (…) Coraz to nowym policjantom muszę opowiadać ze szczegółami jak i gdzie mnie dotknął, złapał, szarpnął , uderzył ze wszelkimi szczegółami. W efekcie przesłuchuje mnie prokurator. Sprawca będzie ścigany. Tylko dlatego, że powiedziałam sobie, że nie odpuszczę, ze ten człowiek pewnie mieszka obok nas i nie zrobił tego pierwszy raz i że nie narażę na to piekło innych kobiet

- pisała.

Cała relacja we wpisie poniżej:

W związku z zastrzeżeniami poszkodowanej względem policji prokurator przesłuchujący kobietę zdecydował o wszczęciu dodatkowego postępowania, mającego wyjaśnić, czy funkcjonariusze zachowali się prawidłowo.

Policja odpiera zarzuty, twierdząc, że patrol przyjechał po 5 minutach od momentu otrzymania zgłoszenia. Dodano, że poszukiwania sprawcy na miejscu zdarzenia to standardowa procedura, a poszkodowana mówiła na początku tylko o pobiciu, nie zaznaczając, że doszło do napaści na tle seksualnym. Według policji dopiero po godz. 12.00, kiedy kobieta zjawiła się na komisariacie, została zgłoszona próba gwałtu.

Ostatecznie sprawcę udało się schwytać. 29-letni mieszkaniec Łodzi został zatrzymany we wtorek 26 lutego przed godz. 16.00. Wcześniej policja opublikowała w mediach wizerunek podejrzanego.

Samo miejsce zdarzenia nie jest objęte monitoringiem, ale policjanci analizując zapisy okolicznych kamer wyselekcjonowali wizerunek podejrzewanego, opublikowali go w mediach, a także rozpoczęli typowania na bazie własnego rozpoznania. W efekcie podejrzewany mężczyzna został szybko zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie

- informowała Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Na policję zgłosiła się także druga kobieta, która pięć minut przed napaścią przy ul. Wigury została zaatakowana przez mężczyznę w tej samej okolicy. Pokrzywdzona zeznała, że napastnik zasłonił jej usta ręką i bił po klatce piersiowej. Kobiecie udało się wyrwać i uciec do tramwaju.

W środę podczas okazania obie kobiety rozpoznały podejrzanego. Obecnie trwają czynności prokuratury. Jeżeli 29-latek usłyszy zarzut usiłowania gwałtu, będzie mu groziło 12 lat więzienia.

Warto przeczytać: Kędzierzyn-Koźle: Atak na nieletnią dziewczynę. Policja szuka tego mężczyzny [wideo]

Podziel się