Szukaj

Zielona Góra: Kontrowersyjna licytacja podczas finału WOŚP. Zwycięzca mógł w nagrodę... „spalić radnego”

17-01-2019 14:31
WOŚP 2019 Fot. PROMEDIA s.c. Internet / YouTube.com / screen YouTube
Podziel się

Jak informuje zielonogórska „Gazeta Wyborcza”, w trakcie finału 27. Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Zielonej Górze odbyła się licytacja pod hasłem „Spal radnego”. Zwycięzca mógł w nagrodę podpalić wskazanych przez siebie lokalnych polityków. Pomimo tego, iż według organizatorów zapewniono wszelkie środki bezpieczeństwa, aukcja wywołała duże kontrowersje, co widoczne jest m.in. w komentarzach internautów.

Z relacji mediów wynika, że nim rozpoczęła się licytacja, na scenie pojawiło się sześciu radnych gotowych zmierzyć się płomieniami. Byli to: Filip Gryko, Rafał Kasza, Paweł Wysocki, Marcin Pabierowski, Robert Górski i Grzegorz Hryniewicz.

Licytację „spalenia radnego” wygrał wicemarszałek lubuski, Łukasz Porycki, który zaoferował 3300 złotych. Po ogłoszeniu wyniku aukcji, żona zwycięzcy zdecydowała, że „spaleni” zostaną Robert Górski i Marcin Pabierowski.

Koniecznie przeczytaj: Owsiak o ochronie podczas finału WOŚP w Gdańsku: „Proszę nie łączyć fundacji WOŚP z organizacją bezpieczeństwa” [wideo]

Czytaj też: Konferansjer o zabezpieczeniu wcześniejszych finałów WOŚP: „Ochrona nie reagowała. Sami to robiliśmy z pomocą ludzi”

Zielonogórska „Gazeta Wyborcza” podaje, że organizatorzy zapewnili wszelkie środki bezpieczeństwa. Wskazani mężczyźni zostali ubrani w ognioodporne kombinezony oraz wyposażono ich w aparaty powietrzne, a następnie zostali podpaleni przez żonę Łukasza Poryckiego. Nad wszystkim czuwała straż pożarna. Jak jednak wynika z relacji mediów, całe zdarzenie wyglądało dość niebezpiecznie. 

Pomysłodawcą licytacji był wiceprzewodniczący rady miasta Zielona Góra i szef sztabu WOŚP w tym mieście, Paweł Wysocki. W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” tłumaczył, że podobne aukcje odbywają się już od kilku lat. Jak wyjaśnił, mają jedynie „jajcarski” charakter:

My, jako grupa radnych w sztabie WOŚP, robimy co roku jakąś jajcarską licytację. Wcześniej były akcje „rzuć tortem w radnego” czy „pociągnij radnego za sznurki” – gdzie można nas było na sznurku wciągnąć do lodowatej wody. Była też akcja „olej radnego”, podczas której można było radnych polewać wodą z węża strażackiego. W tym roku wymyśliliśmy niefortunnie „podpal radnego” ale to nie było formalne podpalenie człowieka, bo radni mieli kombinezony ognioodporne.

Następnie dodał, że zarówno on jak i inni działacze uczestniczący w zielonogórskim finale WOŚP nie byli świadomi tragedii, do której doszło w Gdańsku:

Byłem pomysłodawcą tej licytacji. Nawet podczas niej było wiele śmiechu. Było to naprawdę jajcarskie. Nie wiedzieliśmy, co się tam stało. Myśmy robili tę licytację po „światełku do nieba”. Ludzie się śmiali, były duże emocje. Podchodzimy do siebie z dystansem. To nie było nawoływanie do nienawiści. Ale w związku z tym, do czego doszło w Gdańsku, w przyszłości nie będziemy już robić akcji pod takimi nazwami. Jakby nie było tragedii w Gdańsku, to by pewnie ani słowo krytyki się nie pojawiło.

Głos w tej sprawie zabrali m.in. internauci, którzy nie szczędzili słów krytyki:

Warto przeczytać: Szef ochrony imprezy WOŚP w Gdańsku został zatrzymany przez policję. Mężczyzna wprowadzał w błąd policję [wideo]

Podziel się