Szukaj

Kijowski odpowiada na krytykę. Twierdzi, że płaci alimenty. Przyznaje też, że po zbiórce nie szuka już pracy. „Musiałbym zarabiać ponad 8 tys.” [WIDEO]

20-12-2017 23:28
Mateusz Kijowski i Elżbieta Pawłowicz Fot. Przemysław Wiszniewski / You Tube / screen YouTube
Podziel się

Po tym jak były lider KOD-u potwierdził, że przyjmie uzbierane dla niego pieniądze, pod jego adresem pojawiło się mnóstwo negatywnym komentarzy. Mateusz Kijowski nie uważa jednak, aby jego zachowanie było czymś nagannym.

Przypomnijmy, w czasie internetowej zbiórki zainicjowanej przez Elżbietę Pawłowicz pt. „Stypendium wolności – Mateusz zostań w Polsce” zebrano ponad 32 tys. zł dla byłego lidera KOD-u. Kijowski podziękował za wpłaty, tym samym dając do zrozumienia, że pieniądze przyjmie. Jak twierdził, pomogą one jemu i jego rodzinie „przeżyć święta bez stresów bytowych”. Więcej tutaj: Mateusz Kijowski i Elżbieta Pawłowicz dziękują za wpłacone pieniądze. Udało się zebrać pokaźną sumkę [WIDEO]

Koniecznie przeczytaj: Mateusz Kijowski i Elżbieta Pawłowicz dziękują za wpłacone pieniądze. Udało się zebrać pokaźną sumkę [WIDEO]

Czytaj też: Słowa Kijowskiego wywołały burzę. Leszek Miller kpi z byłego lidera KOD-u. Dziennikarz składa propozycję: „Jeśli masz resztki honoru…”

Teraz Kijowski, razem z Pawłowicz, nagrał kolejny filmik, w którym tym razem odpowiada na zarzuty pod jego adresem. Były lider KOD-u twierdzi, że alimenty płaci, a dowody wpłat od początku roku są dostępne na stronie audyt.kijowski.net.

Przy okazji Kijowski zaprasza widzów na „obywatelski opłatek” pod PKiN - w miejscu, w którym samospalenia dokonał Piotr Szczęsny.

Co ciekawe, niedługo potem Kijowski udzielił bardzo obszernego wywiadu „Wirtualnej Polsce”, w którym tłumaczy motywy swojego postępowania. Były lider KOD-u podkreśla m.in., że ma trudną sytuację rodziną i długi, więc nie interesuje go paca, w której zarobi mniej niż 8 tys. zł.

Mediana zarobków w Polsce wynosi 3,5 tys. brutto. Nie chodzi o to, żebym oczekiwał ogromnego wynagrodzenia. Ale żeby móc spłacać długi musiałbym zarabiać ponad 8 tys. brutto – zaznacza.

Zresztą, działacz dodaje, że już nie szuka pracy, bo zrzuta zakłada, że ma poświęcić się działalności „obywatelskiej”.

Ludzie oczekują żebym kontynuował to, co robię. A skoro widzą, że potrzebuję wsparcia, to go udzielają. Gdyby nie to wsparcie musiałbym wyjechać za granicę, żeby zapobiec totalnej katastrofie materialnej naszej rodziny. Ludzie zachęcali, żebym nie wyjeżdżał. Chcą, żebym robił to, co do tej pory. I postanowili się zrzucić, żebym mógł to robić – tłumaczy.

Celem działalności obywatelskiej nie powinno być zarobkowanie – w odpowiedzi stwierdza dziennikarz.

Celem mojej działalności nie jest zarobkowanie. Ale z czegoś trzeba żyć. Na polityków zrzucają się obowiązkowo wszyscy obywatele. Na mnie zrzucają się tylko ci, którzy chcą, żebym kontynuował swoją pracę. Gdzie tu sensacja? - pyta Kijowski.

Działacz twierdzi też, że nie otrzymał jeszcze żadnych pieniędzy ze zbiórki do ręki, a pierwszy przelew w wysokości 5 tys. „poszedł do komornika”.

Na pytanie dziennikarza, „z czego w jakim razie się utrzymuje”, Kijowski przyznaje, że nadal pomagają mu znajomi.

Nadal się zdarza, że nam przywożą zakupy, ale to żadna sensacja. Tysiące mieszkańców Warszawy jeździ co tydzień do domów rodzinnych po słoiki. Czym to się różni? - mówi Kijowski. Cały wywiad tutaj.

Nagranie z Elżbietą Pawłowicz poniżej:

Warto przeczytać: „Pociągnęła nas jego uczciwość”. Siostra Krystyny Pawłowicz tłumaczy, dlaczego zbiera pieniądze na Mateusza Kijowskiego [WIDEO]

Podziel się