Szukaj

„Mój tata uczył mnie obierać ziemniaki...” - internet kpi po wpisie Trzaskowskiego. Nawet wyborcy PO nie wierzą [foto]

13-07-2018 17:51
Rafał Trzaskowski Fot. Rafał Trzaskowski / Facebook
Podziel się

W 10 rocznicę śmierci prof. Bronisława Geremka Rafał Trzaskowski umieścił na swoim profilu na Facebooku okolicznościowy wpis. Miało być poważne i podniośle, jednak polityk PO przesadził pod względem formy i głównie chwalił… sam siebie. Internauci zareagowali natychmiast.

Bronisław Geremek uczył mnie Cywilizacji europejskiej w Kolegium Europejskim w Natolinie, po francusku. Był poważny, zadumany i srogi. Dostałem najwyższą notę na roku, bo mój ówczesny francuski nie pozwolił na oratorskie popisy i zmusił do wypowiedzi chłodnej, precyzyjnej i oszczędnej. Profesor lubił konkret. Pamiętam, że referowałem credo Edgara Morina z „Penser l’Europe”. Czułem się, jakbym zdawał egzamin życia u biblijnego patriarchy z obrazów Rembrandta. Książkę zrozumiałem 10 lat później. A kiedy w 2015 roku wręczałem Edgarowi Morinowi nagrodę na szczycie ministrów europejskich Trójkąta Weimarskiego w Paryżu, miałem nieodparte wrażenie, że z obrazów zawieszonych na ścianie pałacu przy Quai d’Orsay spogląda na mnie lekko rozbawiony profesor. A jednak warto było czytać Morina.

Koniecznie przeczytaj: Językowa wpadka Rafała Trzaskowskiego. Internauci byli bezlitośni

Czytaj też: Rafał Trzaskowski spotkał się z „ofiarą polskich rasistów”. Coś jednak poszło nie tak… Warszawska biblioteka odpowiedziała na oskarżenia [foto]

- napisał Rafał Trzaskowski na Facebooku.

W sieci szybko pojawiły się komentarze wyśmiewające pompatyczny i nadęty charakter wpisu. Pojawiły się nawet parodie.

Mój tata uczył mnie jak obierać ziemniaki na osiedlu Pyrzyckim w Stargardzie, mówił normalnie, po polsku. Był poważny, zadumany i srogi, jak zawsze, gdy zabierał się za frytki. Po wszystkim usłyszałem wyrazy uznania, bo moje ówczesne umiejętności obierania nie pozwoliły na finezyjne popisy z nożykiem kuchennym, nie mówiąc już o robieniu pieczątek. Ciąłem spokojnie, przy skórce - precyzyjnie i oszczędnie. Ojciec lubił konkret. "Szanuj ziemniaka, nie tnij za grubo" - mawiał. Pamiętam, że bardzo chciałem, aby frytki były jednak karbowane, jak w smażalni w Pobierowie, którą odwiedziłem tego lata. Nazywała się "Złota Rybka", a gdyby była we Francji na Lazurowym Wybrzeżu, pewnie nazywałaby się "Poisson D'or". Czułem się tam, jakbym zdawał egzamin z życia na pełnej kulinarnej petardzie, gdzie aromat zjełczałej frytury przeplata się z nutą wczorajszego dorsza z "Martwej natura z rybami i ostrygami" Abrahama Brueghela. O tym, że dorsz był zepsuty dowiedziałem się dziesięć minut po fakcie. A kiedy dwa dni później poszedłem z gębą do "Złotej Rybki", za zafundowanie mi spędzonych bynajmniej nie na plaży wakacji, odparli, że to niemożliwe, żeby było nieświeże, ponieważ sanepid ich ostro ciśnie, i pewnie chodziło o starego gofra. Miałem nieodparte wrażenie, że z fototapety z kutrem rybackim zawieszonej na ścianie spogląda na mnie lekko rozbawiony ojciec. A jednak warto frytki z rybą jeść w domu, a nie w jakiejś zapyziałej budzie

- pisał Marcin Makowski, publicysta „Do Rzeczy”.

Co ciekawe, niepochlebnie wypowiadali się nawet wyborcy PO.

Warto przeczytać: Trzaskowski „zaorany” na Twitterze. Chciał zaatakować obecny rząd, ale szybko udowodniono mu ogromną hipokryzję [FOTO]

Podziel się