Szukaj

Wychodzą na jaw nowe, przerażające szczegóły śmierci Igora Stachowiaka. Mówił, że umiera – policjant odpowiedział, że „każdy kiedyś umrze” [wideo]

12-05-2018 18:53
Śmierć Igora Stachowiaka Fot. Superwizjer TVN / Twitter / screen Twitter
Podziel się

Z notatki służbowej sporządzonej przez jednego z policjantów wynika, że Igor Stachowiak na kilkadziesiąt minut przed swoją śmiercią miał ostrzegać, że zbliża się jego koniec. „Ja dziś umrę” - powiedział.

Do dokumentu dotarł dziennik „Fakt”. Autor notatki, aspirant Grzegorza G. 15 maja 2016 r. pełnił służbę na Starym Mieście we Wrocławiu. Z tego co napisał funkcjonariusz, wynika, że zatrzymany Igor, którego mieli torturować policjanci, wiedział, że umiera.

„Ja dzisiaj umrę” – powiedział na niedługo przed śmiercią. „Każdy z nas kiedyś umrze, jest to gdzieś zapisane"”– odpowiedział jeden z policjantów. Igor ostatkiem sił odparł: „Ale ja wiem, że to będzie dzisiaj”.

Koniecznie przeczytaj: Skandaliczna sytuacja w polskiej piłce – piłkarz Wisły oskarża trenera o pobicie. „Jesteś normalny czy debil? Zaraz ci przy...”

Czytaj też: Atak przed prokuraturą w Szczecinie. Mężczyzna rzucił się z nożem na dziennikarzy. Interweniowała policja. Padły strzały [foto+wideo]

Powyższą notatkę miała kompletnie zignorować prokuratura.

Z analizy akt śledztwa wynika, że informacje z notatki służbowej policjanta nie zrobiły większego wrażenia na śledczych.

- pisze „Fakt”

Podobnie jak fakt, że zaginęło nagranie z 12 spośród 13 kamer

- dodaje dziennik, przypominając o kamerach, które akurat tego dnia przestały działać z niewyjaśnionych do dzisiaj powodów.

Za kilka dni ma ruszyć proces czterech funkcjonariuszy oskarżonych o znęcanie się nad Igorem oraz przekroczenie uprawnień. Grzegorz G. nie usłyszał zarzutów. Aspirant pojawił się na komisariacie około 15 minut po przywiezieniu Igora Stachowiaka, kiedy już inni policjanci nim się zajmowali.

Z dotychczasowych ustaleń przytaczanych przez media wynika, że 25-latek został zaciągnięty do toalety i tam rażony kilkukrotnie paralizatorem, co doprowadziło się jego śmierci.

Na światło wychodzą także inne szczegóły tej sprawy. Policjant, który raził paralizatorem Igora znał swoją ofiarę i miał z nią zatarg. Poinformował o tym Wojciech Bojanowski, reporter TVN24, który od dłuższego czasu zajmuje się sprawą śmierci 25-latka.

Jeden z policjantów, którzy torturowali Igora Stachowiaka w toalecie, trzy lata wcześniej uczestniczył w interwencji wobec Stachowiaka. Po tym Stachowiak złożył zawiadomienie do prokuratury o pobiciu

- powiedział na antenie TVN24 Bojanowski.

Chodzi o zdarzenie z nocy 13 na 14 czerwca 2013 r. Policja został wezwana na stację benzynową w związku z dziwnym zachowaniem Igora, który wszedł za ladę i nie chciał stamtąd się ruszyć. Mężczyzna został obezwładniony i doprowadzony do radiowozu. Z późniejszego zawiadomienia złożonego przez Igora wynika, że policjanci wywieźli go na teren ogródków działkowych i nad nim się znęcali.

Ja siedziałem na tylnym siedzeniu. Policjant siedzący z przodu po stronie pasażera usiadł koło mnie i raził mnie prądem. Miał latarkę, w której był paralizator. Dotykał mnie nim w ręce, nogi, straszył mnie, że położy mi to na krocze

- zeznał Igor.

Zatrzymany mężczyzna cały czas był skuty kajdankami założonymi na rękach z tyłu. Według jego relacji później trafił na komisariat, gdzie go pobito. Zeznał, że był uderzany książką i kopany w tors. Przed wejściem do pokoju policjanci zapytali dyżurnego, czy w pomieszczeniu są kamery.

Funkcjonariusze zaprzeczyli tej wersji zdarzeń, twierdzili, że to Igor był agresywny. Sprawa ostatecznie zakończyła się umorzeniem w 2013 r. Mimo iż przeprowadzona po pobiciu obdukcja lekarska potwierdzała zeznania Igora.

Warto przeczytać: Sukces polskich funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego w RPA. Wraz z miejscową policją uwolnili porwaną Polkę [wideo]

Podziel się