Szukaj

Wyruszą po Mackiewicza? „Pod Nanga Parbat czeka już 4 osobowa ekipa poszukiwawcza”. Wzruszające słowa ojca himalaisty

10-02-2018 00:03
Tomasz Mackiewicz - wznowienie akcji poszukiwawczej pmpg.pl / screen YouTube
Podziel się

Michał Lisiecki, prezes grupy wydającej m.in. „Wprost”, poinformował, że trwa próba podjęcia akcji poszukiwawczej na Nanga Parbat, którą ma pokierować Ali Muhammed, pakistański himalaista i znajomy Tomasza Mackiewicza.

Pod #NargaParbat czeka już 4 osobowa ekipa poszukiwawcza pod kierownictwem Ali Muhammeda, pakistańskiego himalaisty i znajomego #TomekMackiewicz43 . Już tak mało nam brakuje. Czekamy na decyzję w sprawie śmigłowca. #KillerMountain #LifeCamps #Revol #one #group43 #1000words – pisze Lisiecki w swoim ostatnim wpisie w mediach społecznościowych.

Wcześniej wydano w sprawie komunikat.

Z wypowiedzi Revol wynikało, że zostawiając Tomka obiecała mu, że przylecą helikoptery z pomocą. Trudno sobie wyobrazić, żeby nie podjęto żadnej akcji, gdy zostawiono człowieka z nadzieją. To byłoby nieludzkie. Gdy to do nas dotarło, tym bardziej uważaliśmy, że należy podjąć działania – czytamy w oświadczeniu prywatnej grupy.

Koniecznie przeczytaj: Dramatyczny apel ojca Tomasza Mackiewicza: „Błagam o wznowienie akcji ratunkowej dla mojego syna. Ja wiem, że on żyje”

Czytaj też: Co ze wznowieniem akcji ratunkowej Tomasza Mackiewicza? Jest odpowiedź MSZ i oficjalny komunikat Polskiego Himalaizmu Zimowego

W podsumowaniu działań podjętych przez grupę napisano m.in.:

Poruszono kontakty z armią i rządem pakistańskim, przedstawicielami armii amerykańskiej, aktywny był ambasador Polski w Pakistanie – p. Opaliński

Żyliśmy tym, że być może Tomek przetrwał. Wszystko wskazywało na to, że miał wyjątkowo wytrzymały organizm. W bliskim obozie, bazie #LifeCamps, którego lokalizację znał doskonale (150m wzniesienia po łagodnym przewyższeniu) jak wynika z bezpośredniej rozmowy z Revol (link poniżej) zostały lekarstwa, tlen, żywność, co dawało nadzieję, że może żyć (gdyby tam dotarł).

Wojskowi uznawali, że należy walczyć do końca o to, żeby próbować ratować życie Tomka, bo nie ma jednoznacznych dowodów na to, że on nie żyje. Dodatkowo chodziło o naszego obywatela. Naturalny odruch - walczmy, skoro można było ściągnąć Revol, to czemu nie Tomka? To było inspiracją, tego typu naturalne uczucia, by ratować człowieka, skoro nie wiadomo do końca, jaki jest jego stan

Dziś zdajemy sobie sprawę, że trudno mieć nadzieje. Pogoda wyjątkowo nie sprzyjała zamierzeniom tej grupy kryzysowej. Instytucje państwowe zaprzestały działań, mówiąc, że nie ma szans, by znaleźć Tomka żywego

Nadzieja umiera ostatnia, dlatego zespół kryzysowy wciąż działa. Nabrał ogromnego doświadczenia w tego typu działaniach, kryzysowych sytuacjach. To zaowocuje tym, że w przyszłości będzie można korzystać z doświadczeń tej grupy ludzi. Nawiązały się silne kontakty, nić przyjaźni, współpraca i determinacja, by nieść pomoc tym, którzy znajdą się w potrzebie.

Opublikowano w nim również otwarty list od ojca Tomasza Mackiewicza, który mimo iż są na to znikome szanse, wierzy, że jego syn mógł przeżyć.

Od ponad tygodnia walczymy o życie mojego syna, Tomasza, wierząc, że nadal jest nadzieja. Słyszałem opinie, że moja wiara jest irracjonalna, sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, a nawet głupia. Moja odpowiedź na takie komentarze brzmi: z Bożego natchnienia wydarzyło się już wiele znacznie cudowniejszych zjawisk. Jeśli nie będę miał żadnych dowód na śmierć lub życie, zawsze wybiorę życie - pisze Witold Mackiewicz w liście opublikowanym na stronie PMPG Polskie Media.

Jak dodaje, pomoc w akcji poszukiwawczej zaoferowało wielu Pakistańczyków, którym Tomek też pomagał.

W wioskach pod Nangą Tomasz nie tylko korzystał ze wsparcia oferowanego przez dziennikarzy, ale także dostarczał mieszkańcom, w szczególności dzieciom, wiele towarów. Cokolwiek tam robił, zaopatrując ich w kurtki, buty, słodycze i elektryczność z turbin wiatrowych, robił to jako Polak. Dlatego otrzymałem wiele listów od Pakistańczyków, od zwykłych ludzi, ale nie tylko, gdzie obiecują „że zrobią wszystko, co w ich mocy, aby uratować ich BRATA, bez względu na koszty” – czytamy.

Tomasz, udając się na Nangę Parbat, zawsze miał jakieś motto (poza pierwszą wyprawą rozpoznawczą). Pamiętam, jak pozdrawiał Polskę i Polaków z Nangi. Mimo że nie cieszył się „błogosławieństwem” polskich stowarzyszeń górskich, zawsze nosił biało-czerwoną flagę Polski na najwyższych szczytach świata - dodaje Witold Mackiewicz.

W komunikacie grupy zamieszczono również rozmowę z Elizabeth Revol:

Warto przeczytać: To już oficjalne. Podjęto ostateczną decyzję ws. akcji poszukiwawczej Tomasza Macewicza na Nanga Parbat. Polaka mieli odnaleźć pakistańscy wspinacze [FOTO]

Podziel się