Szukaj

Dramatyczne wspomnienia z rzezi wołyńskiej. „Zabijano siekierami i młotkami, strzelano do tych, którzy uciekali”

11-07-2018 17:04
Zofia Szwal Fot. Maciej Józef Wojciechowski / YouTube.com / screen YouTube
Podziel się

O świcie 11 lipca 1943 r. oddziały UPA dokonały skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości. Po otoczeniu wsi, by uniemożliwić mieszkańcom ucieczkę, dokonywali rzezi i ogromnych zniszczeń. Ludność polska ginęła wówczas od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków oraz innych narzędzi zbrodni. O tamtych strasznych chwilach opowiedziała niedawno Polskiej Agencji Prasowej 85-letnia Zofia Szwal, która cudem przeżyła napaść na jej wieś.

W trakcie wywiadu kobieta tłumaczyła, że początkowo nic nie zwiastowało aż tak dużej tragedii:

Nie, nic nie zapowiadało tej tragedii, nie pojawiła się w naszych relacjach żadna wrogość. Ale pamiętam, że przed samymi mordami nasi ukraińscy znajomi z sąsiedniej wsi przestali nas odwiedzać. Mój wujek poszedł wtedy do nich, żeby zapytać czy coś się stało, czy ktoś przypadkiem nie zachorował. Ale uspokajali go, mówili, że tak się po prostu złożyło. Myślę, że przygotowywali się do najgorszego. Przestali przychodzić, bo pewnie obawiali się, że coś się wyda. Ja miałam wtedy już ponad 10 lat, więc kojarzyłam, że coś się zmieniło. Choć przypuszczam, że tego, co się później wydarzyło, nie spodziewał się nikt.

Koniecznie przeczytaj: Kolejne miasto nie chce się zgodzić na postawienie pomnika „Rzeź Wołyńska”. Zbyt „dosłowny” i „drastyczny” [WIDEO]

Czytaj też: Szuchewycz: Wołyń nie był ludobójstwem, a Polacy kolaborowali z Sowietami

Zofia Szwal wspomniała również, że oddziały UPA wkroczyły do jej wsi w niedzielę, gdy ludzie przygotowywali się do wyjścia do kościoła. Pierwszymi ofiarami byli mężczyźni, których rozstrzelano na pobliskiej polanie:

To była niedziela, ludzie szykowali się do wyjścia do kościoła, niektórzy zresztą już wyszli z domów. Rano przez wieś przeszła grupa mężczyzn - ukraińskich policjantów i cywili. Na ich czele szedł wysoki człowiek z karabinem maszynowym. Powchodzili do domów i polecili, żeby wszyscy dorośli mężczyźni pojechali furmankami do lasu. Mówili, że przygotowują się do walki z Niemcami. Zagrozili przy tym, że każdy kto odmówi zostanie surowo ukarany. W domach zostały tylko dzieci, kobiety i osoby starsze. Kiedy Polacy weszli na tę leśną polanę, padły strzały z karabinu. Pierwsza seria wystrzelona została za wysoko, druga okazała się celna. Część Polaków padła, część zaczęła uciekać, niektórym się udało. Ale oczywiście do domów nie mogli już wrócić. W tym samym czasie mord zaczął się też w kościele w Porycku, gdzie już zebrali się wierni. 

Jak dodała, pozostałe osoby zaprowadzono do lasu, gdzie dokonano na nich brutalnej rzezi:

Wszystkich zabrali do lasu i tam rozpoczęła się masakra. W drodze słyszałam krzyk ludzi, ale nie wiedziałam, co się dzieje. Pamiętam, że ciocia trzymała mi dłonie na uszach, a konie pędziły jak szalone. W tym lesie rozpoczął się niesamowity mord. To było coś niesamowitego. Tam czekali już Ukraińcy. Krew ludzka płynęła strumieniami. Zabijano siekierami i młotkami, strzelano do tych, którzy uciekali. Kto zginął od kuli, przynajmniej nie cierpiał tak jak inni. Przeżyła tylko jedna kobieta, która wszystko to widziała. (...) Z lasu uciekło kilkoro dzieci. Błąkały się, głodne i przestraszone, wracały w okolice swoich domów, zasypiały tam. A Ukraińcy z sąsiednich wiosek – którzy sami byli ojcami – szli i pałkami je zabijali. I jeszcze chwalili się, że udało im się upolować dziecko. 

Podczas rozmowy kobieta przyznała również, że akcja oddziałów UPA była bardzo dobrze przygotowana i zaplanowana: 

Kiedy w lesie trwała rzeź, Ukraińcy furmankami podjeżdżali do polskich domów i zabierali wszystko, co tylko się dało zabrać. Akcja była przygotowana do tego stopnia, że ustalono, kto przyjedzie do czyjego domu i co będzie zabierał.

Cały wywiad: TUTAJ

Warto przeczytać: Ogórek stanowczo przeciw odwołaniom do UPA. Wolski bagatelizuje banderowskie okrzyki [WIDEO]

Podziel się