Szukaj

To nie jest scena z filmu „Wilk z Wall Street”. Szokujące nagranie z Warszawy [WIDEO]

30-10-2017 17:34
Warszawa, scena jak z filmu Wilk z Wall Street Money.pl / screen
Podziel się

Media dotarły do szokującego filmu, który został zarejestrowany w biurze jednej warszawskich firm finansowych. Pracownicy tzw. „boiler roomu” postanowili nagrać scenę rodem z filmu „Wilk z Wall Street”. O sprawie pisze portal Money.pl.

To call-center, które mają jedno zadanie: wcisnąć klientowi ryzykowną inwestycję. Najpewniej taką, na której straci. To miejsca, które każdego dnia starają się odtwarzać sceny z "Wilka z Wall Street". Dla zabawy. Tylko że robią to w Warszawie, w biznesowych dzielnicach. I nie jest to wcale film. Dotarliśmy do nagrania, które pokazuje, co dzieje się w takich spółkach. I ujawnia patologię rosnącą przez lata – czytamy na Money.pl.

Na krótkim filmie widać, jak środkiem biura przechodzi młoda rozebrana do naga dziewczyna. Ma na sobie tylko ciemne okulary i buty. Po dwóch stronach przeciskają się pracownicy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Wszyscy chcą mieć jak najlepszy widok.

Ja pi..lę, człowieku, nie wierzę - krzyczy jeden z młodych mężczyzn. Dajesz, dajesz - zachęca inny. Większość obserwujących wydaje się mieć prawdziwy ubaw, niektórzy nawet biją brawo. Jedna z młodych kobiet aż piszczy z podekscytowania.

Koniecznie przeczytaj: Kolejne zamieszki we Francji. Na jednym z osiedli imigranci starli się z policją. Sceny jak z filmu wojennego [WIDEO]

Czytaj też: To nagranie robi furorę w sieci. Internauci nie mogą uwierzyć. TVN ocenzurował... zapowiedź filmu, w którym gra Kevin Spacey [WIDEO]

Okazuję się, że naga dziewczyna to ich koleżanka z biura, która zgodziła się podjąć „wyzwanie” w zamian za 10 tys. zł. Rozebrana kobieta nie wydaje się nawet zbyt zażenowana. Idzie pewnym krokiem, pokazując obeserwującym środkowy palec. Wydaje się nawet, że to ją bawi.

Film zarejestrowano w centrum Warszawy, w call-center firmy finansowej. To jedna z tak zwanych „kotłowni”, której pracownicy przez telefon zachęcają do ryzykownych inwestycji. Większość z nich kończy się stratą znacznych sum pieniędzy, ale są tacy, którzy się nabiorą. Wystarczy, że sprzedawca wmówi im podekscytowanym głosem, że to ostatni moment, aby zarobić 10, 20, a nawet 50%.

Ludzie pracujący w kotłowniach są cały czas nakręcani emocjonalnie. Na spotkaniach słyszą, że jeśli nie sprzedadzą nic klientom to są śmieciami. Pracownicy najczęściej mają około dwudziestu lat i nie są z Warszawy. Przełożeni mówią im, że jeśli naciągną frajera na 10 tys. zł, to dostaną z tego 2-3 tys. zł prowizji. Zrobią więc wszystko, by go wciągnąć. Oni zarabiają kłamiąc. Może więc sytuacja, w której ktoś każe im się rozbierać za pieniądze też nie budzi w nich oporów - komentuje Mateusz Ratajczak, redaktor Money.pl, który nagłaśnia problem polskich „kotłowni”.

Materiał wideo można obejrzeć TUTAJ.

Warto przeczytać: Przerażające groźby terrorystów z Państwa Islamskiego. Chcą zaatakować w Watykanie podczas świąt Bożego Narodzenia[FOTO]

Podziel się