Szukaj

Żenująca prowokacja Urzędu Skarbowego. Najpierw błagały mechanika o pomoc, a potem chciały mu wystawić mandat

16-11-2018 21:37
Urząd Skarbowy Fot. Tomasz Czerko / flickr.com / CC BY 2.0
Podziel się

Mechanik po godzinach pracy zgodził się pomóc kobietom, które poprosiły o naprawienie pilnej usterki. Te okazały się urzędniczkami ze skarbówki, które zrobiły kontrolę i chciały wystawić mandat. Sprawa toczy się przed sądem już od roku.

Według relacji lokalnego „Gońca Bartoszyckiego” w listopadzie ubiegłego roku pod warsztat w Sędławkach k. Bartoszyc podjechała Toyota Avensis. Dwie kobiety prosiły o pomoc, mówiąc, że spaliła im się żarówka w aucie, a jeszcze długa trasa przed nimi. Mechanicy zajmowali się jeszcze swoją pracą, ale zakład był już zamknięty. Kobiety jednak błagały o pomoc.

Właściciel warsztatu, który opuszczał już zakład polecił pracownikowi pomóc kobietom. Mechanik wymienił spaloną żarówkę, oddając swoją prywatną. Nie mógł wystawić paragonu, bo wykonano już tzw. dzienny raport kasowy (po jego zrobieniu nie ma już możliwości pobierania wpłat od klientów i wydawania paragonów).

Koniecznie przeczytaj: Zobacz, co zrobił ten mężczyzna, aby kobiety w burce nie zamoczyły ubrania w czasie powodzi [WIDEO]

Czytaj też: Trump zapowiedział, że nie zamierza pobierać wynagrodzenia za sprawowanie urzędu prezydenta

Pracownik wziął od kobiet 10 zł, te jednak zamiast podziękować za okazane serce, ogłosiły, że są z Urzędu Skarbowego i w zakładzie zostanie przeprowadzona kontrola. Kobiety chciały wystawić mandat w wysokości 500 zł, ale właściciel zakładu polecił pracownikowi nie przyjmować go. Sprawa trafiła do sądu i ciągnie się już rok czasu.

Mechanik bronił się w sądzie, argumentując, że wydając swoją rzecz, zawarł umowę sprzedaży jako osoba fizyczna. W takich sytuacjach paragon nie jest wymagany, a podatek należny jest jedynie od transakcji powyżej 1000 zł.

Pytano mnie w sądzie, ile kosztowała żarówka, więc odpowiedziałem, że 4-5 złotych. Wychodzi na to, że cała sprawa toczy się o ten „naddatek” w wysokości 5-6 złotych, bo wziąłem 10 złotych

- mówił mechanik „Gońcu Bartoszyckiemu”.

Sąd pierwszej instancji stwierdził, że jest winny, ale odstąpiono od wykonania kary. Urząd Skarbowy jednak nie odpuścił i odwołał się. Apelacja zostanie rozpatrzona 20 listopada br.

Warto przeczytać: Wzruszające nagranie z Bogoty. Kibic pomógł cieszyć się meczem niewidomemu przyjacielowi [WIDEO]

Podziel się