Szukaj

Hanna Lis „wkopała” męża? Gdyby nie jej podpis, komornik nie zająłby kont naczelnego „Newsweeka”

04-08-2017 12:27

W wyniku przegranego procesu z posłanką Prawa i Sprawiedliwości Krystyną Pawłowicz komornik sądowy zajął konta bankowe należące do Tomasza Lisa. Redaktor naczelny „Newsweeka” przekonywał, że nie miał możliwości obrony, gdyż zawiadomienie o procesie wysłano na zły adres. Jak było naprawdę?

Podziel się
Komentarze0
Hanna Lis Fot. iłódź24 hd / YouTube / screen YouTube

Dziennikarz przegrał proces z Krystyną Pawłowicz, która wniosła pozew z w związku z tekstem „Bulterierka prezesa”, który ukazał się na łamach „Newsweeka” w kwietniu 2016 roku. Tomasz Lis ani razu nie pojawił się na rozprawie sądowej, a wyrok wydany zaocznie uprawomocnił się w lipcu. Decyzją sądu dziennikarz został zobowiązany do zapłaty posłance 40 tys. zł zadośćuczynienia i poniesienia kosztów sądowych w wysokości prawie 7 tys. zł. Ponieważ tego nie zrobił, komornik sądowy zajął jego konta bankowe, o czym informował wczoraj „Super Express”.

Koniecznie przeczytaj: Tomasz Lis uporczywie atakował Donalda Trumpa. Takiej riposty się nie spodziewał

Czytaj też: Tomasz Lis po zobaczeniu oprawy Legii dosłownie zalał sieć wpisami. Reakcja Niemców jest także wymowna [FOTO]

Naczelny „Newsweeka” zarzekał się, że o całej sprawie nie wiedział, a o procesie i wyroku dowiedział się dopiero teraz. Dziennikarz utrzymywał, że zawiadomienie sądowe zostało wysłane na zły adres.

Jak ustalił jednak „Super Express” zawiadomienie o procesie już w maju odebrała… jego żona. Dziennik podaje, że zawiadomienia zostały wysłanie zarówno do siedziby „Newsweeka”, jak i na prywatny adres - do podwarszawskiego Konstancina, gdzie mieści się dom Lisów. Co więcej, w aktach sprawy znajduje się potwierdzenie, że Hanna Lis odebrała wezwanie na rozprawę – dokładnie 11 maja, o godzinie 14.19.

Warto przeczytać: Tomasz Lis zaciekle atakował rząd. Po tej ripoście musiał spuścić z tonu

Podziel się
Komentarze0

Komentarze: